Fragment z książki Zenona Gołaszewskiego „Bracia Polscy zwani arianami” (str. 51-53, wyd. Adam Marszałek, Toruń 2005) na temat Piotra z Goniądza.

,,Bracia Polscy zwani arianami” – Zygmunt Gołaszewski

Jednym z takich pionierów i sztandarowych postaci był nasz rodak o imieniu Piotr, urodzony w Goniądzu na Podlasiu, zwany stąd Piotrem z Goniądza. Pierwsze wiadomości o nim posiadamy z połowy XVI wieku, kiedy to studiując hebraistykę w Akademii Krakowskiej, przeciwstawił się Franciszkowi Stankarowi, wykładowcy wykorzystującemu zajęcia na uprawianie propagandy reformacyjnej. Zapewne ta postawa sprawiła, że zwrócił na niego uwagę biskup Paweł Holsztański, dzięki czemu za jego protekcją umożliwiono Piotrowi wyjazd na studia do Włoch na uniwersytet w Padwie. Jego dane figurują w tamtejszych aktach, gdzie pod rokiem 1554 zapisany został jako lektor sofistyki. Właśnie tam, na uczelni, Piotr z Goniądza wszedł w kontakt z profesorem prawa Matteo Gribaldim, który, jak sobie przypominamy, otwarcie głosił antytrynitaryzm, zalecał czytanie Serveta, a poprzez swą działalność wywarł duży wpływ na ukształtowanie się antytrynitaryzmu. Piotr, tak początkowo przeciwny protestantyzmowi, przejął się teraz tymi ideami i nasiąkł nimi. Przyglądając się jego trasie powrotnej, obejmującej między innymi Sabaudię i Genewę, niektórzy skłonni są uznać, że była to swoista pielgrzymka śladami Serveta.

Piotr, wracając ok. 1555 roku przez Morawy, nie omieszkał też zahaczyć o gminy zamieszkujących tam anabaptystów, braci morawskich. Był to akurat okres ich największego rozkwitu. Skąd się tam wzięli? Otóż kiedy w Niemczech uśmierzono bunt chłopski, rozpoczęto krwawą rozprawę z anabaptystami, których zasadnie oskarżano o podżeganie do buntu. Luźne ich grupy uciekając, kryły się po różnych górskich ustroniach na podobieństwo starożytnych qumrańczyków. Na ich szczęście w południowo-wschodnich Morawach, w okolicy Nikolsburga (obecnie Mikulov w Czechach), nie bacząc na cesarskie zakazy, przyjęli ich możni Lichtensteinowie. Możnowładcy ci za grosz nie przejęli się ich ideami, kierował nimi czysty .pragmatyzm. Ów pragmatyzm wynikał stąd, że był to inny, spokojny, pacyfistyczny ruch anabaptystów, składający się w dużej mierze z biegłych rzemieślników: pokojowi (swój pokojowy stosunek do innych podkreślali przypasywanym do boku drewnianym mieczem lub po prostu kosturem, stąd nazywano ich także „kosturowcami”), odcinający się od polityki, a także znakomicie rozwijający miejscowe rzemiosło – czy można sobie życzyć lepszych poddanych?

Wkrótce głównym ośrodkiem braci morawskich stał się Sławków (Austerlitz). Kiedy odwiedzał ich Piotr z Goniądza, stanowili już ponad 20 tys. społeczność zgrupowaną w gminach liczących od stu do czterystu członków. Rządzono się na sposób ściśle komunistyczny: nie uznawano prywatnych domów, ani prywatnej kuchni nawet odrębnego ubioru. Nie wolno było posiadać na własność dosłownie niczego, nawet najmniejszego drobiazgu. Wszyscy byli zobowiązani do prac ręcznych które przydzielali i kontrolowali tzw. starsi. Wszelkie dochody spływały do wspólnoty. Istotą ich religii była postawa moralna; poziom moralny był niezwykle wysoki, osoby grzeszne i nieposłuszne po obłożeniu klątwą wyrzucano po prostu z gminy. Powierzchowny rzut oka na tę społeczność sprawiał zwykle korzystne wrażenie. Takie też odniósł i nasz Piotr z Goniądza, uznał słuszność ich społecznych haseł, a na znak tego przypasał sobie do boku drewniany miecz. Stał się zatem w jednej osobie zwolennikiem zarówno antytrynitaryzmu, jak i anabaptyzmu pacyfistycznego.

Piotra z Goniądza uważa się za jednego z najbardziej wykształconych i samodzielnych reformatorów religijnych na polskim gruncie. Był znakomitym znawcą klasycznej łaciny i greki, znał co najmniej podstawy języka hebrajskiego. Był niesłychanie przy tym oczytany i to zarówno w dziełach wczesnych Ojców Kościoła, jak też filologów renesansowych z Vallą i Erazmem na czele, w pismach czołowych reformatorów, takich jak Luter, Melanchton, Kalwin czy Beza, ale również i w pismach przedstawicieli podziemia protestanckiego w rodzaju Michała Serveta. Przystał do kalwinów. Nie znajdując jednak początkowo specjalnego posłuchu w Małopolsce, udał się na Litwę, gdzie dość skutecznie zaczął występować przeciwko chrztowi dzieci, a równocześnie przeciwko panującemu ustrojowi społeczno-politycznemu. W styczniu roku 1556 pojawił się na synodzie kalwińskim w Seceminie i wystąpił tam z antytrynitarską deklaracją. Synod był nią wstrząśnięty – po dłuższej debacie ustalono, aby Piotra czym prędzej wysłać na dysputę do samego Melanchtona, z nadzieją, że ten wykaże mu bezpodstawność takich poglądów. Piotr z Goniądza chętnie przyjął propozycję, niezwłocznie przybył do Wittenbergii i już w lutym złożył na ręce Melanchtona, za pośrednictwem jego ucznia, oficjalne listy zboru, który go wysłał oraz swój traktat „De communicatione idiomatum… „. Składające się teologów luterańskich otoczenie Melanchtona, po lekturze jego dzieła i rozmowie z dzielnie broniącym swych poglądów Piotrem, nie dopuściło go do mistrza: uznano go za niebezpiecznego heretyka i postanowiono usunąć z miasta. Nie doszło więc do tak pożądanej przez polskich kalwinów dysputy. Piotr z lęku, aby mu co gorszego się nie przydarzyło, zawczasu usunął się z Wittenbergii i wrócił do kraju, zatrzymując się na krótko w Poznaniu. Jeszcze tego samego roku synod zwołany do Pińczowa zadecydował o jego ekskomunice. W grudniu Piotr z Goniądza udał się do Działdowa, gdzie zorganizowano mu dysputę ze znanym kalwinem Piotrem Vergeriem. Trwająca cztery dni, niczego nie rozstrzygnęła i Vergerio napisał do Radziwiłła list, w którym przestrzegał przed Piotrem jako niebezpiecznym heretykiem. Starano się odtąd Piotra z Goniądza izolować, ten jednak pełen zapału nie poddał się, lecz prowadząc na Litwie energiczną działalność pozyskiwał tam coraz liczniejszą grupę zwolenników. Szukając zatem sprawcy fermentu ideowego, który doprowadził do rozłamu w kalwińskim zborze, chyba właśnie Piotrowi z Goniądza należałoby przyznać palmę pierwszeństwa.

za: Braciapolscy.com

Kliknij, żeby ocenić materiał
[Głosów: 0   Average: 0/5]