Chrześcijaństwo głównego nurtu przyjmuje za pewnik, że Jezus Chrystus był w 100 procentach Bogiem, ale również w 100 procentach człowiekiem podczas swojego życia na ziemi. Wyznawana przez Kościół Rzymskokatolicki, ale również głoszona przez inne denominacje doktryna umożliwia, jak się wydaje, posługiwanie się nią jako doskonałym narzędziem do prowadzenia polemiki. Z jednej strony usiłuje się interpretować fragmenty Ewangelii, by uczynić Jezusa równym Bogu (np. interpretacja Jana 8:58 widząca w słowach „ego eimi” równoznaczną z samookreśleniem się Boga z Ks. Wyjścia 3:14 – „jestem, który jestem”), z drugiej każdą identyfikację Jezusa jako człowieka bądź chwile Jego ludzkiej słabości marginalizuje się do Jego ludzkiej natury.

Z pozoru genialny argument, bo umożliwiający swobodne manewrowanie między dwoma naturami Jezusa (które stanowią fundament doktryny) i ukazujący szermującego takim argumentem jako znajdującego odpowiedź na każde pytanie, a przy okazji posługującego się poważną podbudową z pogranicza filozofii. Czy jednak siła tego argumentu nie jest jego największą słabością?

Czy Jezus mógł być jednocześnie człowiekiem i Bogiem?

Czy Jezus mógł być jednocześnie człowiekiem i Bogiem?

Czy Jezus mógł być jednocześnie człowiekiem i Bogiem?

W poniższym tekście zaprezentujemy szereg argumentów, które naszym zdaniem, wykluczają możliwość posiadania przez Jezusa dwóch natur w ortodoksyjnym sensie. Będą pojawiały się one sukcesywnie, więc zapraszamy do odwiedzin co jakiś czas (ostatnio edytowane artykuły zawsze znajdują się na głównej stronie).

Czy będąc prawdziwym Bogiem można być prawdziwym człowiekiem?

Argument został podany przez dr Dale’a Tuggy’ego w jednym z jego podcastów na stronie Trinities.org. Na potrzeby tego argumentu przyjmijmy pewien standardowy obraz spopularyzowany przez późniejsze chrześcijaństwo jako prawdziwy. Niematerialny demon przejmuje kontrolę nad człowiekiem. Sprawia, że dusza człowieka zostaje w pewien sposób unieszkodliwiona i nie ma wpływu na to, jak zachowuje się człowiek. To demon jest tym, który steruje ciałem. Tak sparaliżowany demoniczną obecnością człowiek rzuca przekleństwami, krzyczy, tarza się po ziemi.

Kim jest ta postać dla wszystkich postronnych obserwatorów? Czy jest w 100 proc. człowiekiem, a jednocześnie w 100 proc. demonem? A może raczej po prostu demonem, który opanował ludzkie ciało. Nie można mówić o człowieczeństwie, jak jest rozumiane, bo ów człowiek nie manifestuje swoich charakterystycznych cech, które przejawiał przed tym, zanim został sparaliżowany przez demona. Widzimy więc, że próba znalezienia najbliższego odpowiednika dla wcielenia – „Logos przybiera ludzką postać” jest daleko niewystarczająca.

Czy Jezus był dwoistego umysłu?

Kiedy przeciwnicy trynitaryzmu przywołują fragment Ew. Mateusza 24:36:

A o tym dniu i godzinie nikt nie wie; ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec

standardową reakcją jest wzruszenie ramion i przywołanie ludzkiej natury Jezusa. Jednak dociekliwy dyskutant może zadać kolejne pytanie: jak wszechwiedzący Bóg („Jezus jest w 100 proc. Bogiem”) może jednocześnie coś wiedzieć i czegoś nie wiedzieć? Czy wszechmoc Boga manifestuje się w takich logicznie wykluczających się stwierdzeniach? W tym kontekście warto rozważyć słowa z Listu Jakuba 4:8:

Zbliżcie się do Boga, a on zbliży się do was. Obmyjcie ręce, grzesznicy, i oczyśćcie serca, ludzie umysłu dwoistego

W oryginale czytamy nie tyle o ludziach umysłu dwoistego, co o podwójnej duszy. To swego rodzaju idiom, który można przełożyć jako niestały, wahający się. To harmonizuje ze słowami Pana, który stwierdził wprost:

Obyś był zimny albo gorący! (Objawienia 3:15)

co stanowi również wezwanie do bycia jednoznacznym w swojej postawie. Czy w tak stanowcze słowa Pisma o potrzebie wewnętrznej spójności da się wpisać doktrynę, która zakłada dowolną zmianę modus operandi – raz jako Boga, drugi raz jako człowieka?

Czy judaizm wierzył, że Mesjasz będzie jednocześnie Bogiem i człowiekiem?

Jak zauważył Daniel Boyarin:

Jeśli wszyscy Żydzi, bądź nawet ich znacząca liczba – spodziewałaby się, że Mesjasz będzie zarówno Bogiem, jak i człowiekiem, to wiara w Jezusa jako Boga nie stanowiłaby punktu rozejścia się, w którym rodzi się jakaś nowa religia, ale po prostu inny wariant (ale nie obiegający od normy) judaizmu.

Jednak koncepcja Boga, lansowana przez chrześcijaństwo, jest tak drastycznie różna od tej judaizmu, że religie wyrastające z jednego pnia (porównaj Rzymian 11) dziś jawią się swoim wyznawcom jako zupełnie różne, i w wielu punktach nie do pogodzenia.

Bóg na łasce człowieka

Jeśli doszło do wcielenia, mamy do czynienia z sytuacją, gdy Bóg znajduje się w ciele człowieka. Pismo nie zostawia wątpliwości, że Jezus mógł zgrzeszyć. Był wystawiany na próby (Mateusza 4:1–11; Marka 1:13; Łukasza 4:2; Łukasza 22:28), które zwycięsko przeszedł, jednak doświadczał tych samych pożądliwości (Hebrajczyków 2:18), co my:

Nie mamy przecież arcykapłana, który nie potrafiłby współczuć w naszych słabościach, ale takiego, który podobnie jak my doznał tego wszystkiego, czego my doznajemy z wyjątkiem grzechu (Hebrajczyków 4:15)

Co stałoby się, gdyby jednak Mesjasz zawiódł i dał się skusić perspektywą władzy doczesnej i dał się obwołać królem (Jana 6:15), bądź też uniknął śmierci męczeńskiej, która była zapisana w Pismach, o czym wielokrotnie mówił, a kierowany strachem nie wypełnił woli Boga? Czy wcielony w człowieka Bóg byłby de facto uwięziony w Jego ciele? Czy doskonały Bóg musiałby do końca fizycznej śmierci grzesznego człowieka bytować w jego ciele? Z kolei założenie, że Jezus nie mógł zgrzeszyć, sprawia, że tracimy Jego element człowieczeństwa – każdy z nas może powiedzieć grzechowi „tak” lub „nie”, a próby, którym był poddawany Jezus, byłyby jedynie przedstawieniem, które nie ma nic wspólnego z prawdziwymi pokusami.

Powiedzenie „tak” z kolei czyni z Boga zakładnika w ciele grzesznego człowieka. Jest coś, co łączy ten wniosek z inną doktryną kościelną – transsubstancjacją. Tym razem jednak do logicznego następstwa fałszywej nauki doszedł duchowny Kościoła, Stefan Wyszyński, który pisał:

Otrzymaliście w tej chwili straszliwa władzę. To jest władza nie tylko nad szatanami, nie tylko nad znakami sakramentalnymi, ale przede wszystkim – nad samym Bogiem! Jesteście przecież „spirituales imperatores„, a jako tacy, macie władzę rozkazywać nawet samemu Bogu. On tego zapragnął, On tego od was chciał! Będziecie MU rozkazywać, gdy na wasze słowa zstępować będzie na ołtarze – Bóg żywy, choć zakryty, lecz prawdziwy.

Kiedy jeden z zaniepokojonych czytelników pytał, czy wywyższony w Kościele duchowny rzeczywiście tak napisał, na jednej z katolickich stron odpowiedziano mu m.in tak:

to z woli Boga kapłani mają nad Nim jakby władzę. Tak jak z Jego woli władzę miał nad nim kiedyś św. Józef i Maryja [źródło]

Widzimy więc, że doktryna transsubstancjacji sprawia, że istnieje wrażenie, iż to człowiek staje się władcą samego Boga. Podobnie logicznym następstwem wcielenia jest fakt, że Bóg staje się zakładnikiem człowieka, który nie wypełnił woli samego Boga.

Człowiek na obraz Boga czy Bóg na obraz człowieka?

Greg S. Deuble w książce „They Never Told Me This in Church!” podaje inny powód, dla którego koncept teologiczny o Bogu-człowieku nie wydaje się być zgodny z resztą Pisma.

Autor pisze:

jednym z zarzutów, jakie apostoł Paweł wysuwa przeciw grzesznemu człowiekowi, jest to, że „zamieniliśmy chwałę niezniszczalnego Boga na podobiznę śmiertelnego człowieka” (Rzymian 1:23). Czy kiedykolwiek przyszło nam do głowy, kiedy siedzimy siedzimy w kościele, słuchając, jak wspaniały Stwórca uczynił się człowiekiem, że i my możemy być winni tego samego? Doktryna inkarnacji zredukowała niezniszczalnego Boga do naszego własnego, zniszczalnego obrazu. Jesteśmy stworzeni na obraz Boga, a nie na odwrót.

Autor uchwycił kolejny punkt, który wywraca przewodnią myśl Biblii do góry nogami. Oprócz wspomnianego w poprzednim punkcie uczynienia Boga niewolnikiem człowieka, to nie człowiek jest stworzony na obraz Boga, ale Bóg na obraz człowieka! Chrystologia apostoła Pawła ogniskowała się wokół  zestawienia pierwszego i ostatniego Adama-człowieka (Chrystus).Tak jak pierwszy Adam porzucił swoją chwałę za sprawą nieposłuszeństwa, tak nadzieja, jaką daje bycie w Chrystusie, to właśnie ponowne dopasowanie się człowieka do obrazu Boga. Jednak kościelny dogmat starannie ukrywa tę prawdę, a zamiast tego czyni z Boga tego, który dopasowuje się do stworzenia i do jego zniszczalnego obrazu pierwszego Adama.

Artykuł będzie systematycznie rozbudowany o nowe argumenty – zapraszamy do ponownych odwiedzin w przyszłości